Zwyczajnie Niezwyczajni

18,00 

CLC

1 w magazynie

SKU: WS/0245 Kategorie: ,

Opis






Fragment książki:


Nie ma słów, by wyrazić Mu wdzięczność.


Mam na imię Kasia. W moim domu tato pił alkohol i byłam świadkiem różnych
sytuacji, których dziecko nie powinno widzieć i słyszeć. Stosował przemoc
fizyczną i emocjonalną wobec mamy. W tej emocjonalnej posługiwał się również mną
jako małą dziewczynką, która będąc zapatrzoną w swojego najukochańszego tatusia
zrobi i powie wszystko, co on jej karze. Przychodziła do niego kobieta z
ogłoszenia i zostawała na noc, gdy mamy nie było w domu. Szyła mi sukienki,
robiła warkoczyki a ja to wszystko pokazywałam mamie. Tata pytał mnie, z kim
chcę zamieszkać, jak zabije mamusię, bo musi to zrobić. Kiedyś wyszłam po mamę
na stację i powiedziałam, że nie może wrócić do domu bo tata ją zabije. Wszystko
to bardzo mocno na mnie wpływało. Miałam wewnętrzny konflikt. Kochając oboje
rodziców zmuszona byłam uczestniczyć w ich rozgrywkach. Ta sytuacja zrodziła we
mnie przekonanie, że nie ma szczęśliwych małżeństw. Nie widziałam ich wokół
siebie również w rodzinie. Rodzice się rozwiedli i zamieszkałam z mamą. Do
pewnego momentu byłam, wydawałoby się, zwyczajną nastolatką. Jednak od początku
ciągnęło mnie w kierunku zła – pierwsze papierosy paliłam we wczesnych latach
podstawówki, zawsze miałam pomysły, by robić jakieś zakazane rzeczy, wchodzić
tam, gdzie nie było wolno itp. W ostatnich latach podstawówki byłam już
uzależniona od papierosów i miałam za sobą pierwsze eksperymenty z narkotykami.
Mocno wrastałam też w subkulturę punk rock’a. Szkoła średnia to pasmo szaleństw
koncertowych, festiwalowych, woodstockowych itp., w czasie których poznawałam
nowych ludzi i kształtowała się moja buntownicza tożsamość. W wieku 17 lat
uciekłam z domu chcąc przez to zamanifestować swoją niezgodę na nadopiekuńczość
mojej mamy. Poszukiwałam wolności w muzyce, chciałam zmieniać świat, robiłam
różne akcje protestacyjne. W tym wszystkim jednak zagubiłam się poprzez
zażywanie alkoholu i narkotyków – coraz cięższych, aż po dożylne. W moim mieście
wszyscy mnie znali – wykolczykowana, irokez, glany, naszywki, łańcuchy, skóra,
bunt, agresja, zwykle pod wpływem jakichś używek. Wracałam do domu po nocach lub
nad ranem. Moja mama zaczęła się o mnie modlić i pościć. Ale ja skończyłam
szkołę (co było ewidentnym cudem i wynikiem tych modlitw) i wyjechałam mieszkać
na squat (pustostan zagospodarowany przez ludzi). Na początku wszystko było ok,
nawet zapomnieliśmy na jakiś czas z moim chłopakiem o narkotykach, ale nie na
długo. Wkrótce zaczęliśmy ostro ćpać i w końcu się rozstaliśmy.


Związałam się z innym chłopakiem, z którym też braliśmy narkotyki. Ale
pojawił się w moim życiu zupełnie nowy element – Biblia. On ją czytał. Ja,
gdzieś na początku szkoły średniej, przestałam wierzyć w Boga i odnosiłam się
bardzo agresywnie wobec wszystkiego, co mogłoby być związane z Nim. Szczerze też
nienawidziłam osób, które np. chodziły do Kościoła, księży itp. Na religię
wybierałam się tylko po to, by zamanifestować swój bunt i niezgodę wobec tego
wszystkiego. Byłam wypełniona agresją, plułam na Kościół. A ten chłopak czytał
Nowy Testament… Na początku się z tego śmiałam, ale po jakimś czasie
zobaczyłam, że to, co czyta ma przełożenie na nasze życie. Czytał np. Nie
troszczcie się o nic, ale we wszystkim (…) powierzcie prośby wasze Bogu (List do
Filipian 4:6) i gdy nie mieliśmy nic do jedzenia – przynosił ze śmietników
wszystko. Było to bardzo zastanawiające i w tym okresie uwierzyłam, że BÓG
JEST.  Dowiedziałam się, że mojemu bratu ma urodzić się córka i ubzdurałam
sobie, że zostanę jej chrzestną. Poszłam więc do spowiedzi i od tej chwili
zaczęłam chodzić do Kościoła – często po to, by sam na sam posiedzieć i pogadać
z Bogiem, zjeść w Jego towarzystwie. Idąc do spowiedzi zawsze mówiłam księdzu,
że ćpam i to dożylnie i że po wyjściu stąd dalej będę tak żyć. Dostawałam
rozgrzeszenie, komunię i … szłam znowu ćpać. Takie zamknięte koło. Czułam się
jak w matni, widziałam, że nic się nie zmienia. Aż kiedyś padłam przed Bogiem,
prosząc: “Boże – to bez sensu – przecież ja ćpam i chcę żyć z Tobą. Zrób coś,
proszę Cię, zmień moje życie…!”. Mniej więcej od tego momentu zaczęły dziać
się niesamowite rzeczy, świadczące o tym, że Bóg bardzo się o mnie, o nas
troszczy. Karmił nas, wysyłał ludzi, gdy potrzebowałam pomocy jak skręciłam
nogę… Wiele by pisać o tych wszystkich niezwykle autentycznych i namacalnych
przejawach Bożego działania w naszym życiu, choć nie byliśmy święci. Pomimo
tego, że modliliśmy się razem i czytaliśmy Biblię, była między nami obustronna
przemoc, zdrady itp. Narkotyki i konsekwencje ich zażywania zniszczyły naszą
miłość. Miałam też próbę samobójczą, za którą później bardzo przepraszałam Boga.
W tym wszystkim sama zaczęłam czytać Nowy Testament, w szczególności Ewangelię
Jana. Nie wiem, czy cokolwiek do mnie wtedy docierało, ale pamiętam, że bardzo
potrzebowałam czytać! Przepisywałam wersety!  W tym okresie prawo zaczęło
deptać mi po piętach. Miałam już kilka wyroków w zawieszeniu, do tego dozór
policyjny. Dodatkowo dostałam do odpracowania godzinki sądowe, czego nie miałam
szans uregulować żyjąc tak, jak żyłam, a mianowicie – nie spałam np. kilka dni i
nocy, po czym jak padłam – potrafiłam spać czasem tydzień. Chodziłam w nocy i w
dzień żebrząc pieniądze od ludzi, czasem na stacjach benzynowych, generalnie po
całym mieście. Śpiewałam do gitary, chodziłam po śmietnikach. Nie chciałam iść
do więzienia – miałam zbyt wielu znajomych, którzy spędzili tam wiele lat i ich
opowieści nie były zachęcające. Zdecydowałam się więc na ośrodek dla osób
uzależnionych, w którym mogłabym odpracować te godziny. Po kilku miesiącach
jednak wyjechałam stamtąd pociągając za sobą kilka osób. Od razu wróciłam do
ćpania, ale po jakimś czasie sąd znów zaczął upominać się żebym odpracowała te
godzinki sądowe – w przeciwnym razie mogłabym dostać wyrok do odsiadki. Wróciłam
więc do ośrodka. ….c.d. w książce


W miarę spokojny człowiek


Zaczęło się to na początku 2012 r. sam nie wiem od czego – czy to od
refleksji nad życiem, czy od tego co słyszałem od znajomego lub innych ludzi.
Mógłbym się w tym miejscu rozpisać i opowiedzieć o wszystkich złych rzeczach,
które miały miejsce w moim życiu. O tych które mnie spotkały i o tych, które ja
zrobiłem, ale wolę raczej napisać krótko o tym jak żyłem i opowiedzieć o tym, co
spowodowało zmianę mojego życia.  Jak zacząłem – było to ok. 2012 r. Miałem
wtedy dwadzieścia parę lat, wiodłem dość spokojne życie – gdyby ktoś popatrzył z
boku mógłby powiedzieć, że jest ze mną wszystko w porządku. W miarę spokojny
człowiek. Nie kradnie, nie robi nikomu krzywdy.  Sam też poniekąd
podzielałem tę opinię i uważałem, że jestem „w porządku”, ale niezależnie od
tego nie mogłem znaleźć dla siebie celu w życiu i nie potrafiłem pozbyć się
poczucia beznadziei. Próbowałem jakoś to zepchnąć na bok i zapełniałem czas jaki
miałem poza pracą siedzeniem przed komputerem lub konsolą – filmy, gry, internet
pochłaniały godziny lub całe dnie. Nie twierdzę, że jest to złe samo w sobie –
problem pojawia się kiedy w dużej części zabiera realne życie. Potrafiłem się od
tego oderwać jedynie kiedy szedłem z kumplami na piwo lub wódkę, a czasem też
zażywać innych środków. I właśnie w takich okolicznościach, kiedy nic nie dawało
mi trwałej satysfakcji, zacząłem rozważać sen życia i tego co mogło być potem.
Jak większość Polaków wychowałem się w wierze kościoła rzymskokatolickiego. Nie
byłem nigdy specjalnie gorliwym katolikiem, chociaż byłem przekonany co do
prawdziwości jego doktryn i wierzyłem w istnienie Boga. Jednak największą uwagę
i zainteresowanie poświęcałem temu tematowi dopiero, kiedy zacząłem się
zastanawiać nad sensem życia.  Z większą uwagą słuchałem kazań mówionych w
kościele. W tym czasie również zdarzało mi się rozmawiać z kolegą z pracy, który
doświadczył w swoim życiu Boga. Równolegle do tego czytałem w internecie różne
artykuły na temat Boga, wiary, naukowych i historycznych dowodów na Jego (Boga)
istnienie lub nieistnienie, różnych innych religii i wyznań chrześcijańskich.


…Jedną z historii opisanych w Biblii, która szczególnie na mnie wtedy
wpłynęła, był opis wędrówki Izraela przez pustynię. Chodzili oni po niej przez
40 lat chociaż mogli przejść ją szybciej. Dlaczego? Bo nie ufali Bogu. Pomimo,
że wyprowadził ich z Egiptu oni cały czas narzekali i marudzili nad swoim
losem.  Wtedy zrozumiałem, że moje życie też tak wygląda. Zamiast ufać Bogu
– marudzę i narzekam. Że mam słabą pracę i nie mogę znaleźć innej itp.
Postanowiłem wtedy, że będę Mu ufał. I w przeciągu paru dni moja sytuacja się
zmieniła. Mój znajomy dał mi znać o pewnej firmie, w której mógłbym się
zatrudnić, więc zwolniłem się i przeprowadziłem w zupełnie inny rejon Polski.
Nie miałem wątpliwości, że to nie był przypadek….c.d. w
książce

Dodatkowe informacje

Waga 0.15 kg

Opinie

Na razie nie ma opinii o produkcie.

Napisz pierwszą opinię o “Zwyczajnie Niezwyczajni”

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *